Menu

Święta

Poniedziałek, XI Tydzień zwykły
Rok B, II
Wspomnienie św. brata Alberta Chmielowskiego, zakonnika

Statystyki

Licznik

Liczba wyświetleń strony:
15304

Jestem w Ugandzie

Człopcy z ktrymi pracuję

Witam Wszystkich bardzo serdecznie !

W ostatnim swoim liście wspominałem, ze czas pustyni zbliża się do końca i zanosi się na zmiany. To stało się faktem. Po pól roku pracy na Pustyni Kaisut w Kenii musiałem opuścić kraj ze względu na wizę, która nie została niestety przedłużona na kolejne pół roku. W międzyczasie zaczęliśmy z Ośrodkiem Misyjnym w Warszawie szukać alternatyw bym mógł jeszcze popracować w Afryce przez te kilka miesięcy. Znaleźliśmy w sąsiednim kraju Ugandzie.
Opuściłem Kenie w drugiej połowie kwietna, jadąc autobusem pełne 13 godzin z Nairobi do stolicy Kampali. Od miesiąca jestem w Ugandzie w miejscu Męczenników Ugandyjskich i pracuje z chłopakami ulicy w Namugongo. Jest to miejsce oddalone około 13 kilometrów od Kampali, gdzie znajduje się ośrodek wychowawczy salezjanów. Przed kilkoma laty miejsce to należało do jezuitów, którzy przekazali je właśnie salezjanom. Obecnie pracuje tu tylko jeden ksiądz, Polak - ks. Ryszard Jóżwiak. Do pomocy ma jednego brata i kilku miejscowych świeckich, tzw. wujków, którzy opiekują się grupami chłopaków. Gdy przyjechałem do Namugongo zaraz na drugi dzień zostałem takim wujkiem 120 chłopaków, bo tylu mieszka w osrodku. Na miejscu pracuje tylko jedna kobieta  tzw. Mama Małgorzata, ciocia Angela mająca na głowie cala gromadę chłopaków, którym gotuje, pierze, sprząta, podaje lekarstwa gdy są chorzy; jest taka dobra mama jaką miał ksiądz Bosco i jego chlopcy; czasami się jej dziwię skąd ona ma tyle cierpliwości.
Chłopcy są w rożnym wieku - od 7 do 17 lat; 4 z nich jest zarażonych wirusem HIV. Każdy z nich ma swoje własne problemy, które czasem trudno sobie wyobrazić.
W Ugandzie , jak i całej Afryce jednym z większych problemów są macochy; przekonałem się o tym gdy do naszego ośrodka trafił chłopak, z rana na głowie; zapytany co się salto  odpowiedział, ze macocha roztrzaskała mu butelkę na głowie; inny że go pobiła, jeszcze inny mówi, ze uciekł na ulice, bo nie chciał patrzeć jak w domu ojciec i matka traktują się na wzajem; taka jest tu rzeczywistość; takich problemów tych chłopców można mnożyć i mnożyć i się nie ma co dziwić, ze potem można spotkać takich chłopaków na ulicy, zdeprawowanych, wąchających klej, uprawiających prostytucje, skoro nie zastali miłości domowej. My staramy się pomóc im jak możemy, poprzez zapewnienie im dachu nad głowa, żywności, miejsca w którym mogą się uczyć, bycia z nimi, rozmawiania, wspólnej modlitwy; to wszystko ufam że przyczyni się do tego - jak mówił ks. Bosco  -  by stali się normalnymi ludźmi, uczciwymi obywatelami i dobrymi chrześcijanami.
Ostatniego tygodnia ksiądz przywiózł kolejnych 6 chłopaków; początkowo miało być 60, dziś jest ich 130; Będzie to ich miejsce w którym bada mieli możliwość doświadczyć wszystkiego, co może dać prawdziwy dom. Wierze, ze to nie przypadek, że tu są, że Pan tak chce, bo przecież powiedział i nadal mówi chłopakom będącym tutaj:  "Czyż może matka zapomnieć o swym dziecku, ta, która kocha syna swego łona? A nawet, gdyby ona zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie." Iz 49, 15
,Tomasz Skiba

 

Czasem urządzamy zawody sportowe

Zegar

Wyszukiwanie